Hipnoza w walce z nałogami wzbogaci nas w twarde przekonanie: jestem dzielny i dam sobie radę z piciem (paleniem, narkotykami itp.). Jej afirmacje uaktywnią w organizmie siły samoobronne.

 


" Nałogi najczęściej są formami rytuałów, które mają nam pomóc w walce z codziennymi problemami. Hipnoza jest znakomitą terapią, która wspomaga leczenie i pozbywanie się powodów nałogów – problemów psychicznych. Pomaga zwalczyć utarte złe nawyki, wyjść z kolein, w które wprowadziły w nas stresy i lęki. Warto wiedzieć, jak hipnoterapia tłumaczy i pomaga leczyć nałogi. Wymieńmy najczęstsze z nich."


                                                                                                                 dr Andrzej Kaczorowski
 
 

Alkoholizm wiąże się z zahamowaniem rozwoju osobowości i energii twórczej. Energia życiowa nałogowca idzie w picie, w „zaczarowaną wodę”, która ma rozwiązać za nas wszystkie problemy. Nikt tak po prostu nie pije bez przerwy, całymi dniami. To zbyt upokarzające. Zawsze jest jakiś powód: agresja wobec siebie (reakcja na przeżycia z dzieciństwa), brak zaufania do siebie i złe kontakty z innymi. Po alkoholu poznajemy naszą postawę wobec siebie, pojawiają się w nas roszczenia terytorialne; alkohol przytępia gry umysłu, zabija wyobraźnię, powoduje emocjonalną burzę i ucieczkę w znieczulenie. Hipnoza pomaga w wywoływaniu wstrętu i odrazy do picia, osłabia objawy abstynencyjne i wpaja wzmocnienie motywacji do rzucenia nałogu. 

Narkomania jest najczęściej objawem złego samopoczuciu w otoczeniu, to skutek nadopiekunczości rodziców, ale także także jałowości i bezuczuciowości kontaktów. Niektórzy psychologowie uważają, że narkomania jest jednym ze skutków utraty wiary w tradycyjne wzorce rodzinne (troskliwa matka, ojciec-autorytet). Narkomania jest wyrazem potrzeby powrotu do łona matki (po zażyciu narkotyków podobno odczuwa się takie wrażenia); narkotyk wzywa do pustki, jest miękkim kokonem nicości, skokiem w próżnię, trwałą drzemką; przedawkowanie – „złoty strzał” – to marzenie o ponownych narodzinach, zwycięstwie życia nad śmiercią, przełącznik, który ma uratować, ale najczęściej zabija. Narkomani to ludzie zwykle bardzo uczuciowi, „dragi” mają im pomóc odczulić tę nadwrażliwość. Podczas hipnozy pacjenta należy przekonać, że „droga w narkotyki” to zła metoda na stawienie czoła światu, że ten sam efekt można osiągnąc poprzez koncentrację, pracę z wyobraźnią, wzmocnienie chęci poznawczych.

Palenie papierosów to zastępcza czynność uspokajająca (zamiast np. ssania kciuka). Czasem rozwiązaniem jest uświadomienie pacjentowi, że zaczął palić w wieku kilkunastu lat, bo chciał być dorosły, a teraz już nie musi nikomu tego udowadniać. Rzucenie palenia jest łatwiejsze niż stan po rzuceniu (sugestie abstynencyjne tu są konieczne). Do tego też dołącza się afirmacje zdrowego oddechu i odżywiania, aby pacjent nadmiernie nie przytył. (W tym miejscu zdjęcie nr 7; podpis: Hipnoza pozwala walczyć z paleniem.)

W ostatnich latach coraz częściej zgłaszają się do mnie pacjenci z mniej typowymi nałogami: hazardowym i komputerowym.

Komputeromania zaczyna dotyczyć już dzieci i powoduje zaburzenia osobowości. Cierpiący na nią ludzie nie potrafią się koncentrować, mają kłopoty z nauką, świat widzą w postaci „rozdrobnionej papki”. Mają coraz większe problemy z kontaktami międzyludzkimi, spłycają się ich uczucia, wszelkie doznania stają się naskórkowe. Hipnoza pomaga zakodować informację, że komputer jest przydatnym narzędziem a nie realnym światem.


Hazard nałogowy to zwykle kompensacja kłopotów seksualnych (chcę zwyciężyć gdzie indziej). Skłonność do ryzyka to też brak wiary w wartości, brak poczucia korzeni i stabilizacji. Hazard to podświadome karanie siebie za bałaganiarskie życie. U ludzi o braku pewności istnieje tzw. przymus przegrywania – to także kara zadawana sobie (karzemy się za grę, choć w rzeczywistości wina tkwi w czymś innym). W hipnozie dochodzi się przyczyn tych restrykcji wobec siebie, wzmacnia się samoocenę i chęć do ustabilizowania życia.


Otyłość: to agresja wobec siebie, która może pochodzić z dzieciństwa. Najpierw poczucie sytości jest nagrodą. Potem uspokojeniem, na koniec koniecznością, bez której życie staje się koszmarem. Z czasem nadmierna ilość tłuszczu staje się tarczą ochronną, by nie wychodzić do ludzi, by utrudnić kontakty ze światem (sposób na lęki). Jest obroną przed intymnością (wolę być nieatrakcyjny - hamulec seksualny). Jedzenie zawsze wypełnia jakiś brak. Głód to potrzeba, apetyt to nawyk. Apetyt może rosnąć wraz z nerwami, sami sobie go sugerujemy, a złą sugestią osłabiamy wolę. Mamy zły obraz własnej osoby i brak nam szacunku do siebie. Osoby otyłe nie widzą siebie w lepszej kondycji, trzeba im pomóc wytworzyć ten obraz: szczupłego, gibkiego… i zakodować go na dobre. Inaczej kuracja odchudzająca nie ma sensu. Trzeba pamiętać, że otyłość to objaw a nie przyczyna.